Sprawdź nasze produkty
Tylko u nas można zamówić oryginalny produkt! 100% oryginalny krem TKTX z ulotką producenta.

Tatuaż dla jednych jest sposobem na podkreślenie własnego stylu, dla innych pamiątką ważnego wydarzenia, a dla jeszcze innych po prostu formą sztuki. Niezależnie jednak od motywacji, wykonanie tatuażu wiąże się z wielokrotnym nakłuwaniem skóry, a więc również z bólem i późniejszym procesem regeneracji. Nic dziwnego, że coraz więcej osób przed wizytą w studiu interesuje się możliwością zastosowania kremu znieczulającego do tatuażu.
Wokół takich preparatów narosło jednak sporo mitów. Można spotkać się z opiniami, że krem znieczulający utrudnia tatuowanie, zmienia strukturę skóry, sprawia, że pigment gorzej się przyjmuje albo znacząco wydłuża gojenie tatuażu. Z drugiej strony nie brakuje osób, które regularnie korzystają ze znieczulenia miejscowego i nie zauważają żadnej różnicy w późniejszej regeneracji skóry.
Gdzie leży prawda?
Odpowiedź nie sprowadza się do prostego „tak” lub „nie”. Znaczenie ma przede wszystkim rodzaj preparatu, jego skład, sposób zastosowania, ilość, czas pozostawienia na skórze, powierzchnia aplikacji, indywidualna reakcja organizmu oraz sposób pielęgnacji świeżego tatuażu. Warto też odróżnić działanie samej substancji znieczulającej od konsekwencji niewłaściwego użycia produktu.
Co ważne, dostępne badania nie dają podstaw do prostego stwierdzenia, że prawidłowo stosowany miejscowy środek znieczulający automatycznie zaburza gojenie każdej rany. W eksperymentalnym badaniu dotyczącym lidokainy i prylokainy nie stwierdzono negatywnego wpływu preparatu na gojenie rany naciętej, choć nie było to badanie dotyczące świeżych tatuaży u ludzi. Dlatego jego wyników nie należy bezpośrednio przenosić na tatuowanie.
Przyjrzyjmy się więc dokładnie temu, czy krem znieczulający wpływa na gojenie tatuażu, które popularne przekonania mają uzasadnienie, a które są przede wszystkim powtarzanymi mitami.
Aby zrozumieć możliwy wpływ kremu znieczulającego na regenerację, najpierw trzeba wiedzieć, dlaczego świeży tatuaż w ogóle wymaga gojenia.
Podczas tatuowania igły urządzenia wykonują dużą liczbę bardzo szybkich nakłuć. Pigment zostaje wprowadzony do skóry właściwej, dzięki czemu wzór może pozostać widoczny przez wiele lat.
Z punktu widzenia organizmu zabieg oznacza jednak kontrolowane uszkodzenie skóry. Bezpośrednio po sesji miejsce może być zaczerwienione, tkliwe, lekko opuchnięte i cieplejsze. Może również pojawić się niewielka ilość płynu. Następnie skóra stopniowo się regeneruje.
American Academy of Dermatology wskazuje, że w trakcie prawidłowego gojenia świeżego tatuażu mogą występować m.in. zaczerwienienie, obrzęk, bolesność, swędzenie, łuszczenie oraz tworzenie się strupków. Jednocześnie część podobnych objawów – zwłaszcza jeżeli nasilają się zamiast stopniowo ustępować – może być sygnałem powikłania, np. infekcji.
W praktyce oznacza to, że ostateczny wygląd tatuażu zależy nie tylko od umiejętności tatuatora. Znaczenie mają również indywidualne zdolności regeneracyjne skóry i odpowiednia pielęgnacja po zakończeniu sesji.
Preparaty określane potocznie jako kremy znieczulające mają za zadanie czasowo ograniczyć odczuwanie bólu w miejscu aplikacji.
W produktach przeznaczonych do znieczulenia miejscowego mogą występować różne substancje czynne. Jedną z najbardziej znanych jest lidokaina. Stosowane są również preparaty zawierające połączenia substancji znieczulających, np. lidokainy i prylokainy albo lidokainy i tetrakainy.
Miejscowe środki znieczulające są wykorzystywane w dermatologii podczas różnych procedur. Przeglądy literatury wskazują jednak, że ich bezpieczeństwo zależy m.in. od stężenia preparatu, ilości, powierzchni skóry, miejsca aplikacji oraz czasu pozostawienia produktu na skórze. Szczególną ostrożność należy zachować w przypadku preparatów o wysokich stężeniach i stosowania ich na dużych powierzchniach.
Dlatego określenie „krem znieczulający” obejmuje produkty, które mogą znacząco różnić się składem i właściwościami. Nie można automatycznie zakładać, że każdy preparat będzie działał na skórę w identyczny sposób.
To najważniejsze pytanie.
Sam fakt zastosowania miejscowego środka znieczulającego nie oznacza automatycznie, że tatuaż będzie goił się gorzej.
Jednocześnie nie można zagwarantować, że każdy produkt, zastosowany w dowolny sposób i w dowolnej ilości, pozostanie całkowicie obojętny dla skóry.
Największe znaczenie ma prawidłowe stosowanie.
Krem może potencjalnie pośrednio wpłynąć na późniejszą kondycję skóry, jeżeli:
Dlatego pytanie nie powinno brzmieć wyłącznie: „Czy krem znieczulający szkodzi tatuażowi?”, ale raczej:
„Jaki preparat zastosowano, w jaki sposób i jak zareagowała na niego konkretna skóra?”
To znacznie bardziej użyteczne podejście.
Mit.
Nie ma podstaw, aby przyjąć uniwersalną zasadę, zgodnie z którą każda osoba korzystająca ze znieczulenia miejscowego musi spodziewać się gorszego gojenia tatuażu.
Co ciekawe, istnieją badania nad miejscowymi środkami znieczulającymi stosowanymi w kontekście ran. W eksperymentalnym modelu na myszach badano wpływ kremu zawierającego lidokainę i prylokainę na gojenie ran naciętych. Autorzy nie stwierdzili szkodliwego wpływu badanego preparatu na proces gojenia.
Trzeba jednak podkreślić ważne ograniczenie: rana chirurgiczna u zwierzęcia nie jest tym samym co świeży tatuaż u człowieka. Badanie nie dowodzi więc, że każdy krem znieczulający jest całkowicie neutralny dla każdego tatuażu.
Pokazuje natomiast, dlaczego kategoryczne twierdzenie „znieczulenie miejscowe zawsze hamuje gojenie” jest zbyt dużym uproszczeniem.
To jedna z najczęściej powtarzanych opinii w środowisku tatuażu.
Problem polega na tym, że „przyjmowanie tuszu” jest potocznym określeniem całego zestawu zjawisk zachodzących podczas tatuowania. Na pracę tatuatora mogą wpływać m.in. napięcie i nawodnienie skóry, obrzęk, miejsce wykonywania wzoru, technika, głębokość pracy, rodzaj pigmentu oraz indywidualne właściwości skóry.
Niektóre preparaty mogą czasowo zmienić wygląd powierzchni skóry. W przypadku kremów zawierających lidokainę i prylokainę opisywano miejscowe reakcje obejmujące m.in. zaczerwienienie i obrzęk. W badaniach na nieuszkodzonej skórze takie reakcje były zazwyczaj łagodne i przemijające.
Może to mieć praktyczne znaczenie dla tatuatora, ponieważ pracuje on właśnie na powierzchni skóry.
Nie oznacza to jednak, że pigment „na pewno się nie przyjmie”.
Dużo rozsądniej jest przed sesją powiedzieć tatuatorowi o planowanym zastosowaniu kremu i ustalić, czy akceptuje jego użycie.
To już zdecydowanie bardziej realny scenariusz.
Preparat znieczulający jest produktem działającym biologicznie. U części osób może wywołać miejscową reakcję.
Może pojawić się:
W dokumentacji preparatów zawierających lidokainę i prylokainę wymieniane są miejscowe reakcje, takie jak rumień i obrzęk. Opisywano także rzadsze reakcje skórne.
Jeżeli reakcja jest wyraźna, rozpoczęcie tatuowania takiego obszaru może nie być dobrym pomysłem. Ostateczna decyzja powinna zależeć od stanu skóry, rodzaju reakcji i oceny osoby wykonującej zabieg, a w przypadku niepokojących objawów – lekarza.
Nie jest to bezpieczna zasada.
W przypadku preparatów znieczulających „więcej” nie musi oznaczać „lepiej”.
Wchłanianie substancji przez skórę zależy od wielu czynników. Znaczenie ma powierzchnia aplikacji, ilość preparatu, stężenie substancji aktywnych, czas kontaktu ze skórą i miejsce użycia.
Przegląd dotyczący miejscowych anestetyków stosowanych w dermatologii zwraca uwagę właśnie na ilość produktu, powierzchnię aplikacji i czas kontaktu jako istotne czynniki związane z bezpieczeństwem. W literaturze opisywano poważne działania niepożądane związane m.in. z niewłaściwym użyciem preparatów o wysokim stężeniu.
Dlatego dawkowanie „na oko” nie jest dobrym rozwiązaniem.
Jeżeli preparat ma instrukcję stosowania, należy jej przestrzegać. Nie należy również mieszać kilku środków znieczulających tylko dlatego, że jeden z nich wydaje się działać zbyt słabo.
To jeden z najważniejszych punktów całego tematu.
Popularność kremów znieczulających sprawiła, że w internecie można znaleźć produkty reklamowane jako wyjątkowo silne, działające przez wiele godzin albo zawierające bardzo wysokie stężenia substancji znieczulających.
Wysokie stężenie nie jest jednak automatycznie zaletą.
W literaturze medycznej opisano przypadek poważnego uszkodzenia skóry po zastosowaniu kupionego online preparatu reklamowanego jako krem zawierający 50% lidokainy. U pacjenta rozwinęło się głębokie uszkodzenie skóry oraz infekcja. Autorzy przypadku zwrócili uwagę na ryzyko związane z nieuregulowanymi preparatami o nieznanym składzie.
Jest to pojedynczy opis przypadku, a więc nie można na jego podstawie twierdzić, że podobny problem wystąpi u każdego użytkownika kremu. Pokazuje jednak, dlaczego pochodzenie i rzeczywisty skład produktu mają ogromne znaczenie.
W przypadku świeżego tatuażu skóra i tak zostanie poddana intensywnemu działaniu mechanicznemu. Dodawanie do tego wcześniejszego silnego podrażnienia chemicznego zdecydowanie nie jest pożądanym scenariuszem.
Nie powinno się przyjmować takiej zasady.
Przed rozpoczęciem tatuowania preparat jest zwykle stosowany na nieuszkodzoną skórę. W trakcie wykonywania tatuażu sytuacja wygląda już inaczej – bariera skórna została naruszona.
To istotna różnica.
Sposób stosowania konkretnego produktu powinien zawsze wynikać z jego przeznaczenia i instrukcji. Nie należy zakładać, że krem przeznaczony do stosowania na nienaruszoną skórę można bezpiecznie aplikować bezpośrednio na świeżo tatuowany obszar.
Właśnie dlatego przed sesją warto omówić kwestię znieczulenia z tatuatorem, zamiast eksperymentować podczas zabiegu.
Tak – przejściowo jest to możliwe.
Miejscowe reakcje skórne po preparatach znieczulających są dobrze znane. W zależności od produktu i indywidualnej reakcji skóra może być bardziej zaczerwieniona, jaśniejsza albo lekko obrzęknięta.
Nie musi oznaczać to trwałego uszkodzenia.
W przypadku preparatów lidokaina/prylokaina miejscowe reakcje obserwowane w badaniach na nieuszkodzonej skórze były zazwyczaj przejściowe i samoistnie ustępowały.
Z perspektywy tatuatora nawet przejściowa zmiana może być jednak istotna. Tatuażysta musi dobrze widzieć skórę, kontrolować sposób jej zachowania i na bieżąco oceniać efekt pracy.
Dlatego nie warto ukrywać zastosowania znieczulenia.
Bezpośrednie przypisanie końcowego wyglądu tatuażu samemu kremowi znieczulającemu jest trudne.
Na efekt po wygojeniu wpływa wiele elementów:
technika tatuowania – zbyt płytkie lub zbyt głębokie wprowadzanie pigmentu może zmienić rezultat;
reakcja skóry – niektórzy ludzie mają większą skłonność do obrzęków, podrażnień czy tworzenia blizn;
lokalizacja tatuażu – skóra na przedramieniu zachowuje się inaczej niż np. na żebrach, dłoniach czy stopach;
rozmiar i charakter wzoru – duże, mocno wypełnione projekty mogą powodować większe podrażnienie niż niewielki, delikatny wzór;
pielęgnacja – sposób traktowania świeżego tatuażu w pierwszych dniach ma duże znaczenie;
infekcja lub reakcja alergiczna – mogą istotnie zaburzyć regenerację i wygląd skóry.
Jeżeli dodatkowo zastosowany preparat wywołał silne podrażnienie, również może stać się jednym z elementów wpływających na przebieg całego procesu.
Nie można jednak automatycznie obwiniać znieczulenia za każdą nierówność czy ubytek pigmentu.
Jeżeli znieczulenie zostało zaakceptowane przez tatuatora, bardzo ważne jest odpowiednie przygotowanie miejsca przed rozpoczęciem pracy.
Pozostałości preparatu nie powinny przypadkowo mieszać się z produktami używanymi podczas tatuowania. Skóra musi zostać przygotowana zgodnie z procedurami higienicznymi stosowanymi w studiu.
Nie należy również samodzielnie eksperymentować z dodatkowymi kosmetykami tuż przed wizytą.
Nakładanie kilku warstw różnych produktów – kremu znieczulającego, olejku, balsamu, preparatu natłuszczającego i innych kosmetyków – nie sprawi, że skóra będzie automatycznie „lepiej przygotowana”.
Może natomiast utrudnić ocenę tego, który produkt odpowiada za ewentualne podrażnienie.
Dyskusja o kremach znieczulających czasami przesłania znacznie ważniejszy temat: pielęgnację świeżego tatuażu.
Po zakończeniu sesji zaczyna się okres regeneracji, podczas którego skóra potrzebuje odpowiednich warunków.
Badanie dotyczące pielęgnacji świeżych tatuaży wskazuje, że stosowanie odpowiedniego preparatu nawilżającego jest powszechnym elementem aftercare, a europejskie zalecenia dotyczące tatuaży uwzględniają utrzymywanie odpowiednich warunków wilgotności skóry przy użyciu dostosowanego preparatu.
W praktyce szczególne znaczenie ma przestrzeganie instrukcji otrzymanych w profesjonalnym studiu.
Świeżego tatuażu nie powinno się traktować jak zwykłego fragmentu zdrowej skóry.
Problemy z regeneracją nie muszą mieć żadnego związku ze znieczuleniem. Często przyczyna jest znacznie bardziej prozaiczna.
Swędzenie może pojawiać się podczas naturalnego procesu regeneracji. Drapanie tatuażu może jednak dodatkowo uszkodzić naskórek.
Podobnie wygląda sytuacja ze strupkami i łuszczącą się skórą. Ich mechaniczne odrywanie może zaburzać proces regeneracji.
Świeży tatuaż nie powinien być długo moczony w wodzie. Szczególnie warto uważać na baseny, jacuzzi, jeziora czy długie kąpiele w wannie w okresie gojenia.
Świeżo tatuowana skóra jest podrażniona i wymaga ochrony. Bezpośrednia ekspozycja na intensywne promieniowanie UV nie jest dobrym pomysłem.
Również po wygojeniu ochrona przed promieniowaniem UV ma znaczenie dla długoterminowego wyglądu tatuażu.
Więcej kosmetyku nie zawsze oznacza lepszą pielęgnację.
Gruba warstwa przypadkowo dobranego produktu może powodować dyskomfort i nie jest automatycznie korzystniejsza od cienkiej warstwy odpowiedniego preparatu.
Świeżo tatuowana skóra ma naruszoną barierę ochronną. Higiena ma więc ogromne znaczenie.
Przed kontaktem z tatuażem ręce powinny być dokładnie umyte.
Nie.
Bolesność świeżo wykonanego tatuażu może być naturalną konsekwencją mechanicznego podrażnienia skóry.
Podobnie niewielkie zaczerwienienie, obrzęk, swędzenie czy łuszczenie mogą pojawić się podczas normalnej regeneracji.
Znaczenie ma przede wszystkim dynamika objawów.
Jeżeli dyskomfort stopniowo się zmniejsza, zwykle jest to zupełnie inna sytuacja niż wtedy, gdy po kilku dniach ból gwałtownie narasta, zaczerwienienie zaczyna się rozszerzać, pojawia się znaczny obrzęk, ropa lub objawy ogólne.
W takim przypadku nie należy tłumaczyć wszystkiego „normalnym gojeniem”.
Tak – i jest to jeden z powodów, dla których nie warto stosować przypadkowych produktów.
Jeżeli krem wywoła silne kontaktowe podrażnienie lub reakcję alergiczną jeszcze przed rozpoczęciem tatuowania, skóra nie znajduje się już w optymalnym stanie.
Szczególnie niepokojące powinny być nasilające się:
Jeżeli po zastosowaniu produktu pojawia się poważna reakcja, nie powinno się jej ignorować tylko dlatego, że zaplanowana jest sesja tatuażu.
Zdrowie skóry jest ważniejsze niż termin wizyty.
Właśnie temu służy znieczulenie miejscowe, ale skuteczność zależy od substancji, preparatu i rodzaju procedury.
Istnieją badania pokazujące skuteczność miejscowych środków znieczulających podczas procedur dermatologicznych związanych również z tatuażami. Przykładowo w randomizowanych badaniach porównywano kremy lidokaina/tetrakaina oraz lidokaina/prylokaina podczas laserowego usuwania tatuażu.
Inne randomizowane badanie dotyczące laserowego usuwania tatuaży również wykazało zmniejszenie odczuwanego bólu po zastosowaniu miejscowego preparatu zawierającego lidokainę i tetrakainę.
Ponownie należy zaznaczyć: laserowe usuwanie tatuażu nie jest tym samym zabiegiem co wykonywanie nowego tatuażu. Badania te potwierdzają jednak, że miejscowe anestetyki mogą skutecznie ograniczać ból podczas procedur wykonywanych na skórze.
Potencjalnie tak.
Osoba odczuwająca silny ból może mimowolnie napinać mięśnie, poruszać się albo częściej potrzebować przerw. Przy długiej sesji może być to uciążliwe zarówno dla klienta, jak i tatuatora.
Jeżeli prawidłowo dobrane znieczulenie ogranicza dyskomfort, klientowi może być łatwiej zachować spokój.
Nie oznacza to jednak, że każdy powinien stosować krem znieczulający.
Część osób dobrze toleruje tatuowanie bez dodatkowego znieczulenia, a niektórzy tatuatorzy mają własne preferencje dotyczące pracy na skórze po zastosowaniu określonych produktów.
Decyzję najlepiej omówić jeszcze przed wizytą.
Jeżeli instrukcja konkretnego produktu przewiduje próbę na niewielkim obszarze skóry, warto postępować zgodnie z zaleceniami producenta.
Nie daje to stuprocentowej gwarancji braku reakcji, ale może pomóc zauważyć oczywiste problemy z tolerancją kosmetyku lub preparatu.
Nie powinno się natomiast wykonywać własnych eksperymentów polegających na zwiększaniu dawki lub mieszaniu kilku produktów.
Jeżeli dana osoba ma historię poważnych alergii na środki miejscowo znieczulające, choroby wpływające na bezpieczeństwo stosowania konkretnych substancji albo przyjmuje leki mogące wchodzić z nimi w interakcje, właściwą osobą do konsultacji jest lekarz lub farmaceuta.
To szczególnie ważny temat przy dużych projektach.
Nałożenie preparatu na fragment przedramienia i pokrycie nim dużej części pleców nie są równoważnymi sytuacjami.
Im większa powierzchnia skóry, tym większa może być całkowita ilość zastosowanej substancji.
Właśnie dlatego literatura dotycząca bezpieczeństwa miejscowych anestetyków zwraca uwagę na powierzchnię aplikacji jako jeden z istotnych czynników ryzyka.
Przy dużych sesjach nie powinno się więc samodzielnie zakładać, że można po prostu zastosować proporcjonalnie kilka razy więcej produktu.
To zdecydowanie nieprawda.
Skóra nie jest całkowicie nieprzepuszczalną barierą. Substancje aktywne zawarte w lekach miejscowych mogą się przez nią wchłaniać.
Stopień wchłaniania zależy od preparatu, dawki, czasu aplikacji, powierzchni oraz stanu skóry.
Dlatego środków miejscowo znieczulających nie należy traktować jak zwykłego balsamu.
Szczególnie ryzykowne może być używanie nieznanych preparatów o bardzo wysokich stężeniach, stosowanie ich na ogromnej powierzchni albo pozostawianie na skórze znacznie dłużej niż zalecono.
Jeżeli po zastosowaniu preparatu skóra reaguje nietypowo, rozsądniejszym rozwiązaniem może być rezygnacja z sesji.
Dotyczy to szczególnie sytuacji, gdy występują:
Tatuowanie już podrażnionej skóry oznacza dokładanie kolejnego bodźca do istniejącego problemu.
Warto również przełożyć wizytę, jeżeli skóra w miejscu planowanego tatuażu jest uszkodzona niezależnie od kremu – np. wskutek oparzenia słonecznego, aktywnej infekcji czy świeżego urazu.
Bezpośrednio po tatuowaniu zaczerwienienie i tkliwość nie muszą być powodem do niepokoju.
W kolejnych dniach sytuacja powinna jednak zmierzać w stronę stopniowej poprawy.
Niepokój powinny wzbudzić objawy, które stają się coraz silniejsze, zamiast słabnąć.
American Academy of Dermatology zwraca uwagę, że infekcja po tatuażu może pojawić się bezpośrednio po zabiegu, ale również później.
Szczególnie ważna jest konsultacja medyczna, gdy pojawia się nasilające zaczerwienienie, znaczny obrzęk, ropna wydzielina, silny lub narastający ból, gorączka albo inne objawy ogólne.
Nie należy próbować samodzielnie rozstrzygać, czy przyczyną jest pigment, krem znieczulający czy zakażenie.
Najprościej: wszystko, co może mieć znaczenie dla zabiegu.
Warto poinformować:
Dobry tatuator może mieć doświadczenie z określonymi preparatami i powiedzieć, czy akceptuje ich stosowanie.
Nie warto nakładać kremu potajemnie przed wizytą. Tatuator powinien wiedzieć, co znajdowało się na skórze, na której za chwilę będzie pracował.
Po oddzieleniu internetowych opinii od tego, co faktycznie można powiedzieć o znieczuleniu miejscowym, obraz staje się znacznie bardziej klarowny.
Fakt: prawidłowo zastosowany miejscowy środek znieczulający nie musi automatycznie powodować gorszego gojenia.
Fakt: niektóre preparaty mogą wywoływać przejściowe miejscowe reakcje skórne, takie jak zaczerwienienie czy obrzęk.
Fakt: ilość preparatu, powierzchnia aplikacji i czas kontaktu ze skórą mają znaczenie dla bezpieczeństwa.
Fakt: produkty o niejasnym składzie lub bardzo wysokich stężeniach mogą wiązać się z dodatkowym ryzykiem. W literaturze opisano poważne powikłania po zastosowaniu wysokostężonego, kupionego online preparatu.
Mit: każdy tatuaż wykonany po znieczuleniu będzie goił się gorzej.
Mit: po kremie pigment zawsze się nie przyjmuje.
Mit: im grubsza warstwa preparatu, tym bezpieczniejsze i skuteczniejsze znieczulenie.
Mit: preparatu do stosowania na nieuszkodzoną skórę można bez ograniczeń używać również na świeżo wytatuowaną powierzchnię.
Nie można przyjąć takiej zasady. Czas regeneracji zależy od wielu czynników, a samo zastosowanie znieczulenia nie oznacza automatycznie wydłużonego gojenia. Problem może pojawić się wtedy, gdy preparat wywoła podrażnienie, reakcję alergiczną lub zostanie zastosowany nieprawidłowo.
Nie ma podstaw, aby twierdzić, że sama obecność lidokainy automatycznie „psuje” tatuaż. Znaczenie ma skład konkretnego preparatu, jego stężenie, ilość, sposób zastosowania oraz reakcja skóry.
Nie należy traktować wszystkich zabiegów i wszystkich preparatów identycznie. Przed użyciem warto zapoznać się z przeciwwskazaniami oraz instrukcją produktu, a kwestię znieczulenia omówić z tatuatorem. W przypadku wątpliwości medycznych najlepiej skonsultować się z lekarzem lub farmaceutą.
Może przejściowo zmieniać jej wygląd. W zależności od preparatu i reakcji organizmu może wystąpić np. zaczerwienienie lub obrzęk. W przypadku lidokainy i prylokainy takie reakcje są opisane w dokumentacji produktu.
Tylko wtedy, gdy sposób użycia konkretnego produktu na to pozwala i nie istnieją przeciwwskazania. Nie należy zakładać, że środek przeznaczony do nieuszkodzonej skóry można stosować na świeżo nakłutą powierzchnię.
Jeżeli pojawia się intensywne pieczenie, znaczny obrzęk, pęcherze, wysypka albo inne niepokojące objawy, nie należy ich ignorować. W takiej sytuacji rozpoczęcie tatuowania może nie być właściwe, a przy poważnej reakcji wskazana jest konsultacja medyczna.
Oczywiście. Krem znieczulający jest opcją, a nie obowiązkowym elementem wykonywania tatuażu. Tolerancja bólu jest bardzo indywidualna i zależy również od lokalizacji oraz czasu trwania sesji.
Może ograniczać dyskomfort, ale właśnie przy dużych powierzchniach trzeba zwracać szczególną uwagę na ilość preparatu. Większy tatuaż nie oznacza, że można bez ograniczeń zwiększać dawkę środka znieczulającego.
Nie ma podstaw do stwierdzenia, że prawidłowo zastosowany krem znieczulający zawsze pogarsza gojenie tatuażu. Jednocześnie błędem byłoby uznanie każdego preparatu znieczulającego za całkowicie obojętny dla skóry.
W praktyce liczy się przede wszystkim to, co znajduje się w produkcie, w jakim stężeniu, w jakiej ilości został użyty, jak długo pozostawał na skórze i jak organizm na niego zareagował.
Miejscowe środki znieczulające mogą wywoływać przejściowe reakcje skórne. Nieprawidłowe stosowanie, zbyt duża powierzchnia aplikacji czy sięganie po preparaty niewiadomego pochodzenia zwiększają ryzyko problemów. Z drugiej strony dostępne dane nie uzasadniają popularnego mitu, że samo zastosowanie znieczulenia musi doprowadzić do gorszego efektu tatuażu.
Najrozsądniejszą zasadą jest więc nie „unikać kremów za wszelką cenę” ani „stosować je bez ograniczeń”, ale korzystać z odpowiednich preparatów zgodnie z ich przeznaczeniem i wcześniej omówić znieczulenie z tatuatorem.
A gdy sesja już się zakończy, najważniejsza staje się właściwa pielęgnacja. Świeży tatuaż jest regenerującą się skórą i potrzebuje higieny, ochrony oraz czasu.
Jeśli natomiast w trakcie gojenia zamiast stopniowej poprawy pojawia się nasilający ból, rozległe zaczerwienienie, znaczny obrzęk, pęcherze, ropna wydzielina, gorączka lub inne niepokojące objawy, warto skontaktować się z lekarzem. Nie każdy problem ze świeżym tatuażem jest skutkiem kremu znieczulającego – i nie każdy powinien być rozwiązywany wyłącznie domową pielęgnacją.